Zanim drogie odplamiacze w żelu stały się standardem, w polskim internecie królowały sposoby oparte na chemii, którą każdy miał pod ręką. Z naszych archiwów wybraliśmy 5 metod, które ratowały obrusy i ubrania internautów na przełomie wieków.
Najlepsza rada z naszych archiwów
Marek_Ełk (1998): „Na świeżą plamę z czerwonego wina nie ma nic lepszego niż zasypanie jej grubą warstwą soli kuchennej. Sól dosłownie wypija wino z włókien. Trzeba to zostawić na kilkanaście minut, a potem wypłukać w zimnej wodzie. Uratowałem tak niejeden biały obrus po imieninach.”
Inne rady internautów z naszych archiwów
Ela_fryzjerka (1995): „Jeśli macie plamę z tłuszczu, np. z rosołu, od razu posypcie ją mąką ziemniaczaną albo talkiem. Zostawcie na chwilę, żeby wciągnęło tłuszcz, a potem wyczyśćcie szczoteczką. Często nawet nie trzeba potem prać całej rzeczy.”
Zygmunt_mechanik (2000): „Smar z rąk albo ubrania najlepiej schodzi zwykłym masłem albo margaryną. Smaruje się plamę tłuszczem, czeka aż 'puści’, a potem pierze w gorącej wodzie z dużą ilością Ludwika. Ludwik to podstawa w warsztacie!”
Ania_Sieradz (2002): „Plamy z kawy najlepiej traktować wodą utlenioną, ale uwaga – tylko na białych rzeczach, bo kolor może zejść razem z plamą. Na kolorowe lepsze jest ciepłe mleko, w którym moczy się plamę przed praniem.”
Pan_Jurek_PKP (2003): „Długopis z koszuli najlepiej schodzi, jak się plamę potraktuje lakierem do włosów albo spirytusem. Trzeba psikać i przykładać papierowy ręcznik, żeby tusz w niego wsiąkał. Metoda stara, ale na służbowe koszule najlepsza.”