Pamiętacie ten specyficzny dreszczyk emocji, gdy wchodziliśmy w prawdziwy XXI wiek? Dla mnie rok 2001 nie był tylko czasem globalnych zmian, ale rokiem „wielkiej improwizacji”. Jako młody tata kilkumiesięcznego brzdąca, zamiast biegać na premiery do kin, biegałem między przewijakiem a telewizorem, w którym co chwilę działo się coś nieprawdopodobnego. Moja żona śmiała się, że mam refleks jak Adam Małysz na progu, tylko zamiast nart trzymam butelkę z mlekiem. To był rok, w którym Polska oszalała, a ja razem z nią.
Top 3 2001
- Eksplozja Małyszomanii: Adam Małysz wygrał Turniej Czterech Skoczni i nagle każdy Polak stał się ekspertem od „odbicia z progu” i „telemarku”. Sam łapałem się na tym, że podczas karmienia syna robiłem intuicyjny wykop nogą, gdy Adam lądował na 120. metrze. Bułka z bananem stała się oficjalnym śniadaniem mistrzów w moim domu.
- Start pierwszej edycji „Big Brothera”: Marzec 2001 zmienił polską telewizję na zawsze. Cały kraj podglądał mieszkańców domu w Sękocinie, a pytanie „Gulczas, a jak myślisz?” stało się ważniejsze niż prognoza pogody. Pamiętam, jak szeptaliśmy z żoną przy łóżeczku dziecka: „Sękocin, słyszycie mnie?”, naśladując Wielkiego Brata.
- Premiera „Shreka”: Ten film zrewolucjonizował polski dubbing i poczucie humoru. Jerzy Stuhr jako Osioł sprawił, że cytaty o „rozwarstwianiu cebuli” czy „daleko jeszcze?” weszły do kanonu każdej polskiej rodziny. Dla mnie, zmęczonego ojca, Shrek był jedyną istotą, z którą w pełni się utożsamiałem – też chciałem tylko świętego spokoju na swoim bagnie.
Pełne archiwum 2001
- Powstanie polskiej Wikipedii: 26 września ruszyła skarbnica wiedzy, która uratowała niejednego studenta (i rodzica szukającego odpowiedzi na pytanie „dlaczego niebo jest niebieskie”). Na początku haseł było tyle, co kot napłakał, ale nadzieja była wielka.
- Szał na telefony Siemens C35 i Nokia 3310: To był rok, w którym polskie kieszenie zaczęły masowo „pikać”. Każdy chciał mieć monofoniczny dzwonek z motywem z „Ojca Chrzestnego”. Ja trenowałem kciuki na kultowym „Snake’u”, pilnując, by syn nie potraktował mojej nowej komórki jako gryzaka.
- Premiera filmu „W pustyni i w puszczy”: Nowa ekranizacja Sienkiewicza przyciągnęła do kin miliony. Każdy chłopak chciał być Stasiem, a każda dziewczyna Nel. Ja zastanawiałem się tylko, czy słoń King zmieściłby się na moim osiedlowym parkingu.
- Debiut portalu Fotka.pl: Zanim nastał Facebook i Instagram, Polacy masowo wrzucali zdjęcia na Fotkę, by zbierać „komcie” i oceny. To był czas pierwszych „selfie” robionych cyfrówkami o rozdzielczości kalkulatora.
- Wprowadzenie Neostrady TP: Internet przestał wydawać przerażające dźwięki modemu, a zaczął być „szerokopasmowy” (choć prędkość 128 kb/s dziś wywołuje jedynie uśmiech politowania).
- Narodziny TVN24: Pierwsza stacja informacyjna w Polsce ruszyła w sierpniu. Nagle mogliśmy oglądać gadające głowy 24 godziny na dobę, co było idealnym tłem do nocnego usypiania niemowlaka.
- Polska premiera „Władcy Pierścieni”: Wyprawa do kina na „Drużynę Pierścienia” była wydarzeniem roku. Wszyscy nagle zapragnęli mieć swój „skarb”, choć dla mnie największym skarbem było przespanie ciągiem trzech godzin.
- Koniec szału na Pokemony (pierwsza fala): Karty i tazosy z chipsów były wszędzie. Jako młody tata znajdowałem Pikachu w najbardziej nieoczekiwanych miejscach, wliczając w to wnętrze pralki.
- Hit „Powiedz” zespołu Ich Troje: Nie dało się przejść ulicą, żeby nie usłyszeć Michała Wiśniewskiego pytającego „czy warto kochać”. Odpowiedź brzmiała: warto, nawet jeśli cena za to to czerwone włosy lidera na każdym plakacie w mieście.
2001 na świecie z przymrużeniem oka
Świat w 2001 roku udowodnił, że potrafi być dziwny. Apple wypuściło pierwszego iPoda, przekonując nas, że noszenie tysiąca piosenek w kieszeni jest fajniejsze niż plączący się kabel od Walkmana. Tymczasem w kinach zadebiutował Harry Potter, sprawiając, że dorośli ludzie zaczęli biegać z patykami, udając różdżki. Największym absurdem technologicznym był jednak debiut Windowsa XP – systemu, który miał się nigdy nie zawieszać, a stał się królem „niebieskich ekranów śmierci”, dostarczając nam więcej adrenaliny niż niejedna przejażdżka kolejką górską.