Pamiętacie, kochani, ten specyficzny klimat połowy lat 90.? Dla mnie rok 1996 to był czas totalnego przełomu – jako dwudziestojednolatek, świeżo upieczony student dziennikarstwa na Uniwersytecie Gdańskim, czułem, że świat stoi otworem, choć ten otwór był czasem wielkości ekranu czarno-białego Game Boya. Biegałem między wykładami w Oliwie a redakcją studencką, marząc o wielkiej karierze, podczas gdy moim jedynym „inteligentnym” asystentem był papierowy kalendarz i legitymacja uprawniająca do zniżek na SKM-kę. To był rok, w którym zapach kserokopii mieszał się z dymem w pubach na Starówce, a technologia zaczynała nas podgryzać coraz śmielej.
Top 3 1996
- Premiera Tamagotchi: Pamiętacie to zbiorowe szaleństwo? Nawet na moich studiach dziennikarskich, między zajęciami z etyki mediów a historią prasy, dorośli ludzie (w tym ja!) panikowali, bo ich cyfrowe zwierzątko właśnie „zrobiło kupę” albo umierało z głodu. To był nasz pierwszy trening odpowiedzialności w wersji 8-bitowej – zanim jeszcze ktokolwiek pomyślał o posiadaniu prawdziwego psa czy dziecka.
- Ketchup „Włocławek” i „Macarena”: Na każdej studenckiej domówce w Gdańsku, od akademików po wynajmowane pokoje na Przymorzu, królował jeden taniec. Nie dało się przed tym uciec. Do dziś, gdy słyszę te pierwsze takty, moje ręce same układają się w te absurdalne figury. To była pierwsza globalna choroba zakaźna, która nie wymagała wirusa, a jedynie radia.
- Nokia 8110 (tzw. „Banan”): Pamiętacie ten telefon? Pojawił się w 1996 roku i od razu stał się obiektem westchnień każdego z nas. Choć jako biedny student mogłem o nim tylko pomarzyć, patrząc na bogatszych kolegów, ten wysuwany mechanizm klapki robił na korytarzach wydziału większe wrażenie niż dzisiaj najnowszy iPhone.
Pełne archiwum 1996
- Deep Blue pokonuje Kasparowa: Maszyna wygrała z człowiekiem w szachy. Siedzieliśmy w bibliotece, czytając o tym w gazecie, i zastanawialiśmy się, czy komputery zaraz napiszą za nas egzamin z politologii.
- Dolly, owieczka z probówki: Pierwszy sklonowany ssak. Wszyscy żartowaliśmy, że przydałoby się sklonować samego siebie, żeby jeden „ja” siedział na nudnym wykładzie, a drugi pił piwo nad Motławą.
- Premiera Nintendo 64: Trójwymiarowa grafika, która wtedy wydawała się tak realistyczna, że przecieraliśmy oczy z wrażenia.
- Internet Explorer 3.0: Microsoft zaczął wygrywać wojnę przeglądarek. Pamiętam to uczucie, gdy pierwszy raz udało mi się otworzyć stronę internetową zagranicznej gazety – to było jak okno na inny świat.
- Spice Girls i „Wannabe”: Dziewczyny opanowały listy przebojów. Każda studentka chciała być którąś z nich, a my, faceci, udawaliśmy, że tego nie słuchamy (ale znaliśmy każde słowo).
- Film „Trainspotting”: Kultowy obraz, który cytowaliśmy na potęgę. „Wybierz życie, wybierz pracę, wybierz karierę…”. My wybieraliśmy wtedy głównie przetrwanie do następnego stypendium.
- Start telewizji TVN: Choć ruszyła rok później, to w 1996 trwały intensywne przygotowania i testy. Jako studenci dziennikarstwa patrzyliśmy na to jak na narodziny nowej ery w polskich mediach.
- Bilety do kina na „Dzień Niepodległości”: Efekty specjalne, które wgniatały w fotel. Pamiętam tę kolejkę do kina Neptun w Gdańsku – stało się pół dnia, żeby zobaczyć, jak kosmici rozwalają Biały Dom.
1996 na świecie z przymrużeniem oka
Świat w 1996 roku był jak ta nieszczęsna kaseta magnetofonowa, którą trzeba było przewijać ołówkiem – pełen analogowych nawyków, ale już z cyfrowym zacięciem. Podczas gdy my w Gdańsku uczyliśmy się pisać na maszynach (tak, na moim wydziale jeszcze stały te stare gruchoty!), świat już powoli przesiadał się na e-maile. To był rok, w którym szczytem nowoczesności było posiadanie adresu kończącego się na .pl, a największym problemem życiowym – fakt, że Twoje Tamagotchi padło w trakcie egzaminu z prawa prasowego. Patrzę na to z sentymentem, bo choć technologia była wtedy toporna, to nasze emocje były w rozdzielczości 4K.