Pamiętacie, kochani, ten specyficzny miks euforii i zmęczenia? Rok 1997 to był dla mnie czas „półmetka” na dziennikarstwie w Gdańsku. Między jedną a drugą wizytą w legendarnym „Rudym Kocie” a próbami napisania reportażu na starej maszynie w redakcji, obserwowaliśmy, jak świat wokół nas przyspiesza. To był rok, w którym nad Polskę nadciągnęła wielka woda, a w kinach wszyscy płakali przy „Titanicu”. My, studenci z rocznika ’75, czuliśmy już oddech dorosłości, choć wciąż największym dylematem było to, czy wydać ostatnie pieniądze na nową płytę Budki Suflera, czy na dodatkowe godziny w kawiarence internetowej przy ul. Świętojańskiej.
Top 3 1997
- Premiera filmu „Titanic”: Absolutne szaleństwo. Kolejki przed gdańskim kinem „Neptun” ciągnęły się kilometrami, a piosenka Celine Dion leciała z każdego okna na Przymorzu. Najzabawniejsze było to, że film był tak długi, iż w niektórych kinach robiono przerwy „na siku”, a kasety VHS z filmem musiały być dwie, bo jedna nie mieściła całości.
- Narodziny domeny Google.com: 15 września 1997 roku zarejestrowano domenę, która zmieniła wszystko. Wtedy nikt z nas, studentów biegających do biblioteki PAN, nie przypuszczał, że „googlowanie” zastąpi wielogodzinne przeszukiwanie kartotek i zakurzone encyklopedie.
- Szał na „Snake’a” w Nokii 6110: To był rok, w którym telefon przestał służyć tylko do dzwonienia. Pojawił się kultowy „Wąż”. Na wykładach z teorii komunikacji zapadała podejrzana cisza – to nie była nagła pasja do wiedzy, to cała sala próbowała pobić rekord, manewrując pikselami na malutkim ekranie.
Pełne archiwum 1997
- Klonowanie owcy Dolly: Cały świat mówił o szkockiej owcy. Na uczelni żartowaliśmy, że to jedyna szansa, by zaliczyć egzamin z ekonomii – wysłać swojego klona.
- Premiera „Harry’ego Pottera”: W Wielkiej Brytanii wyszła pierwsza część przygód czarodzieja. Nikt nie wiedział, że za parę lat dorośli ludzie będą bić się o te książki w księgarniach.
- Mars Pathfinder ląduje na Marsie: Pierwsze zdjęcia z Czerwonej Planety. Jakość była gorsza niż dzisiejsze zdjęcia z tostera, ale i tak wszyscy byliśmy w szoku.
- Śmierć księżnej Diany: Wydarzenie, które zatrzymało świat i pokazało nam, młodym dziennikarzom, potęgę (i mroczną stronę) tabloidów oraz paparazzi.
- Deep Blue ostatecznie pokonuje Kasparowa: Komputer wygrał rewanż z mistrzem świata w szachy. Zaczął się lekki niepokój, czy maszyny nas nie zastąpią.
- Premiera „Kiler-ów 2-óch”: Polska komedia, której cytaty („Mają rozmach…”) weszły do języka potocznego szybciej niż reforma administracyjna.
- Afera z Teletubisiami: Tinky Winky i jego czerwona torebka wywołali debatę narodową, której nie powstydziliby się najwięksi filozofowie.
- Walka Tyson vs Holyfield: Moment, w którym Mike Tyson odgryzł kawałek ucha przeciwnikowi. Przez tydzień nie mówiło się o niczym innym przy piwie.
- Startuje telewizja TVN: 3 października ruszyła stacja, która miała przynieść „powiew zachodu”. Dla nas, studentów mediów, to był sygnał: idzie nowe.
1997 na świecie z przymrużeniem oka
Świat w 1997 roku przypominał wielką imprezę, na której ktoś nagle zgasił światło, by pokazać pokaz slajdów z przyszłości. Z jednej strony wciąż wymienialiśmy się kasetami magnetofonowymi (nagrywanie list przebojów z radia to był sport narodowy!), z drugiej – internet stawał się coraz bardziej realny. To był rok, w którym moda na ortaliony powoli ustępowała miejsca minimalistycznemu stylowi „matrixowemu”, a my, dwudziestoparolatkowie, zaczynaliśmy rozumieć, że świat, który znaliśmy, właśnie odpływa jak Titanic – tylko bez tej całej dramatycznej muzyki w tle.