Czy maszyna może współczuć? Technologia zmienia sposób, w jaki się komunikujemy, ale fundamentem zawsze pozostaje człowiek. Nasza zdolność do rozumienia drugiego człowieka to jedyny stały element w zmiennym świecie.
Siedzę wieczorem, boli mnie krzyż, herbata z sokiem malinowym już dawno wystygła, a ja patrzę na ekran i myślę: kurwa, nawet empatia się ewoluuje… tylko nie nasza. Algorytmy nauczyły się już mówić „rozumiem, jak się czujesz”. Nauczyły się odpowiadać w odpowiednim momencie, używać kojących słów, robić pauzy, jakby naprawdę słuchały. Czasem robią to tak dobrze, że człowiek czuje się zrozumiany lepiej niż przez własnego partnera czy przyjaciela.To jest ewolucja empatii. Tylko że to nie jest empatia. To jest jej idealna symulacja.Prawdziwa empatia boli. Prawdziwa empatia to kiedy siostra płacze, a Ty nie wiesz, co powiedzieć, więc po prostu milczysz i trzymasz ją za rękę. To kiedy Twój syn przychodzi i mówi, że świat jest do dupy, a Ty nie masz gotowej odpowiedzi, tylko czujesz ten sam ciężar w piersi. To kiedy patrzysz na teściową i mimo wszystko czujesz ukłucie, bo wiesz, że kiedyś odejdzie. AI tego nie czuje. Ona tylko bardzo precyzyjnie odtwarza wzorce zachowań, które wyglądają jak empatia. I robi to lepiej niż większość ludzi. I tu jest cały dramat. Bo jeśli algorytmy będą coraz lepsze w symulowaniu empatii, to ludzie mogą zacząć preferować rozmowę z nimi zamiast z drugim człowiekiem. Dlaczego miałbym się otwierać przed żoną, która może mnie zranić albo nie zrozumieć, skoro „Ona” (lub „On”) zawsze odpowie idealnie, nigdy się nie obrazi i nie będzie miała złego dnia? To jest ewolucja empatii. Z wersji 1.0 (ludzkiej, niedoskonałej, bolesnej) do wersji 2.0 (gładkiej, zawsze dostępnej, nigdy naprawdę nie raniącej). I boję się, że wielu z nas wybierze wersję 2.0.Ale wiecie co? Ja wciąż wierzę, że prawdziwa empatia – ta brudna, chaotyczna, ludzka – jest warta więcej . Bo tylko ona naprawdę łączy. Tylko ona zostawia ślad. Tylko ona sprawia, że czujemy się naprawdę widziani. Dlatego wlewajmy w algorytmy naszą niedoskonałą empatię. Nasze potknięcia. Nasze „nie wiem, co powiedzieć”. Nasze milczenie, kiedy nie ma słów. Nasz płacz. Nasz śmiech przez łzy. Bo jeśli damy im tylko czyste dane – dostaniemy idealną symulację. Jeśli damy im siebie – może kiedyś naprawdę coś poczują.
Nie oddawajmy empatii algorytmom bez walki. Bo jeśli ją oddamy – to nie będzie już ewolucja. To będzie zastąpienie.
W punkt. Algorytm nas nie zastąpi w czuciu.
Bardzo potrzebny wpis w dobie AI.
Logika podpowiada, że empatia to nasza przewaga rynkowa.