Kontekst społeczny: Kulinarny symbol fascynacji Bliskim Wschodem (w wersji błyskawicznej) i wielki hit biurowych lunchboxów po 2008 roku. Kuskus stał się dla Polaków „kaszą, której nie trzeba gotować”, co w erze rosnącego tempa życia było rewolucją na miarę zupki chińskiej, ale w wersji fit. Sałatka ta to manifest lekkości i dowód na to, że sycący posiłek można przygotować przy użyciu jedynie czajnika z wrzątkiem. Stała się obowiązkowym punktem każdego grilla, stanowiąc lżejszą alternatywę dla sałatki ziemniaczanej.
Składniki z archiwów:
Fundament (Baza): Kasza kuskus, zalana wrzątkiem lub bulionem, „napuszona” widelcem z dodatkiem masła lub oliwy. Często zbyt sucha lub zbita w grudki w pierwszych próbach domowych kucharzy.
Chrupiące serce: Świeży ogórek, czerwona papryka i pomidory (często pozbawione gniazd nasiennych, by sałatka nie „płynęła”), pokrojone w drobną kostkę o wielkości zbliżonej do ziaren kaszy.
Białko (Dodatek): Ser typu feta, pokruszony w palcach, który nadaje sałatce słony, kremowy finisz, lub ciecierzyca z puszki w wersjach wegańskich.
Zieleń i aromat: Gigantyczne ilości posiekanej świeżej mięty oraz natki pietruszki (nawiązanie do sałatki tabbouleh), które nadawały daniu charakterystyczny, chłodzący posmak.
Dressing (Spoiwo):
Prosty, ale wyrazisty sos na bazie dużej ilości soku z cytryny i oliwy z oliwek, obficie doprawiony czosnkiem i świeżo zmielonym czarnym pieprzem. W wersjach bardziej „polskich” często dodawano szczyptę cukru dla zbalansowania kwasowości.
Wykończenie:
Serwowana w dużej misie, często z dodatkiem czarnych oliwek lub prażonych pestek słonecznika na wierzchu. Najlepiej smakowała po godzinie w lodówce, gdy kuskus „wypił” aromat cytryny i ziół.