Pamiętacie ten majowy poranek 2004 roku? Wszędzie błękitne flagi z gwiazdkami, a w sklepach lekka panika, czy od jutra cukier będzie kosztował 10 euro. Ja w redakcji na Targu Drzewnym czułem się jak korespondent wojenny na froncie normalności. Mój syn miał już trzy lata i potrafił głośniej wykrzyczeć „Unia!” niż niejeden polityk na wiecu. To był rok, w którym nagle wszyscy staliśmy się Europejczykami, choć wciąż jeździliśmy dziurawymi drogami i wierzyliśmy, że Krzysztof Kononowicz to tylko lokalny koloryt, który jeszcze nie wie, że „nie będzie niczego”.
Top 3 2004
- Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej: 1 maja 2004 – wielki historyczny moment i… wielkie grillowanie. Pamiętam ten żart krążący po redakcji: „Nareszcie możemy legalnie narzekać na Brukselę, a nie tylko na Warszawę”. Nagle okazało się, że nasza marmolada to nie dżem, a marchewka to owoc (według unijnych norm), co wywoływało salwy śmiechu przy redakcyjnej kawie.
- Afera „Orlenu” i przesłuchania Jana Kulczyka: Komisja śledcza stała się najpopularniejszym reality show w kraju. Przesłuchania najbogatszego Polaka śledziliśmy w „Dzienniku” z takimi wypiekami, jakby to był finał Ligi Mistrzów. Słynne spotkania w Wiedniu i notatki wywiadu sprawiły, że każdy poczuł się jak James Bond na miarę naszych możliwości.
- Sukces „Magdy M.” i Pawła Małaszyńskiego: Polska oszalała na punkcie seriali prawniczych. Każda kobieta w redakcji chciała być Magdą, a każdy facet chciał mieć taką linię szczęki jak Małaszyński. Nagle zawód prawnika stał się bardziej sexy niż bycie rockmanem, a my w Gdańsku zastanawialiśmy się, czy nie otworzyć w „Bałtyckim” rubryki „Porady sercowe mecenasa Piotra”.
Pełne Archiwum Absurdów 2004
- Początek ery Facebooka (ale jeszcze nie u nas): Mark Zuckerberg odpalił „TheFacebook”, a my w Polsce wciąż namiętnie wysyłaliśmy sobie obrazki na Gadu-Gadu i ustawialiśmy statusy w stylu: „Zjem obiad i wracam”.
- Krzysztof Cugowski w Senacie: Gwiazdor Budki Suflera został senatorem. Wszyscy żartowali, że teraz debaty w parlamencie będą się odbywać w rytm „Takie tango”, a zamiast dzwonka marszałka usłyszymy mocne uderzenie w perkusję.
- Polska na Eurowizji – Blue Cafe i „Love Song”: Dominika Gawęda w odważnej kreacji wystąpiła w Stambule. Wynik był… cóż, europejski, ale piosenkę nucili nawet ci, którzy twierdzili, że słuchają tylko jazzu.
- Premiera „Nigdy w życiu!”: Ekranizacja powieści Grocholi sprawiła, że połowa Polski chciała rzucić wszystko i budować dom pod Warszawą. Ja patrzyłem na moją ratę kredytu i stwierdzałem, że zostaję w Gdańsku.
- Odejście Leszka Millera: 2 maja, dzień po wejściu do UE, Miller podał się do dymisji. „Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy” – to zdanie cytowaliśmy w redakcji częściej niż prognozę pogody.
- Marek Belka i jego „rząd fachowców”: Nowy premier, który miał uspokoić nastroje. Wszyscy nagle nauczyliśmy się, co to jest „deficyt budżetowy”, choć większość wolałaby wiedzieć, jak dostać unijne dopłaty.
- Szał na „Straszny film 3”: Parodie horrorów święciły triumfy w kinach. Poczucie humoru tamtych lat było… specyficzne, ale na poprawę humoru po czytaniu depesz o inflacji – idealne.
- Wprowadzenie Gmaila: Google ogłosiło darmową pocztę o pojemności 1 GB. Wszyscy myśleli, że to primaaprilisowy żart, bo konkurencja dawała wtedy marne 10 MB.
- Koniec serialu „Przyjaciele”: Cały świat (i redakcja „Dziennika”) płakał po ostatnim odcinku. Ross i Rachel w końcu byli razem, a my czuliśmy, że kończy się pewna epoka.
- Afera z „ciacho”: Słowo to weszło do powszechnego użycia dzięki kolorowym pismom. W redakcji robiliśmy rankingi „największych ciach polskiej polityki”, co kończyło się zazwyczaj długą ciszą.
- Premiera „Pasji” Mela Gibsona: Film, o którym dyskutowali wszyscy – od ambon po kawiarnie na Długiej. Kontrowersja roku, która sprawiła, że kino religijne stało się blockbusterem.
- Grecja mistrzem Europy w piłce nożnej: Największa niespodzianka sportowa stulecia. Udowodnili, że można nic nie grać, a i tak wygrać wszystko – co stało się inspiracją dla wielu polskich drużyn lokalnych.
2004 na świecie z przymrużeniem oka
Świat w 2004 roku żył premierą drugiego „Shreka”, który udowodnił, że kot w butach ma więcej charyzmy niż większość światowych przywódców. NASA wylądowała łazikami Spirit i Opportunity na Marsie, a my wciąż nie mogliśmy się nadziwić, że wysyłamy roboty na inną planetę, podczas gdy w Polsce wysłanie MMS-a graniczyło z cudem technologicznym. Największym hitem był jednak debiut odtwarzacza iPod Mini – kolorowego cudeńka, które mieściło „tylko” 1000 piosenek, co wtedy wydawało się pojemnością nieskończoną jak wszechświat.